A ja przedwczoraj ściszałam telewizor!

1 marzec 2009

Założyłam twardo bloga coby pisać, po paru tygodniach wkurwiania się, że pisać nie mogę i mi zapał przeszedł natychmiast. Udało mi się jednak zebrać w końcu w sobie i zasiadłam, choć wątpię, że w stanie obecnym cokolwiek sensownego wyemitować z siebie będę w stanie. Ale – ostatecznie kto powiedział, że musi być sensownie. Kiedyś już coś o tym pisałam, że nawet w bezsensie sensu pewne ilości odnaleść można i ponownie nie ma to żadnego związku z niczym, o tak – zdecydowanie wracam do formy.

Generalnie nie wiem co się dzieje – miasto me rodzinne zasypane niczym dalekie tajgi, lub też nawet tundry. I o ile jestem jeszcze w stanie zrozumieć, że w Pszczynie śnieg mógł się uchować, o tyle widok słynnej Żaby Ze Stawowej, tonącej po swe żabie uszy (których umiejscowić co prawda nie potrafię, acz strzelam, że tam się znajdują) w zwałach śniegu. I o ile nie mogę powiedzieć, iż stolica naszego rześkiego regionu zmieniła się w bajkową krainę nie skalaną dotykiem ręki ludzkiej, o tyle jakże miłym zaskoczeniem jest widok  choć niewielkiej ilości w miarę białego śniegu miast wszelkich odrapanych budynków, szarych ulic i zniszczonych reklam. Aż z tego wszystkiego palę mniej papierosów w drodze do szkoły, bo niby kontempluję.

Szkoła, nota bene, jest kolejną kopalnią wrażeń i zagłębiem ciekawych (z tego, czy innego powodu) osobowości (a w zasadzie osobliwości). Bo, kurwa, od pierwszego wejrzenia wiedziałam, że nasz wydziałowy ulubieniec, nasz promyczek szczęścia i radosny uśmiech będzie boskim typem. Nie zdziwił mnie zupełnie widok tego jegomościa w jesionce typu Buc, meloniku a’la Pete Doherty oraz aktóweczce rodem z Magdy M. (zwróćcie swoję drogą uwagę jak nasz Dobry Ząb doskonale potrafi miksować jakże skrajne style!), ale jak ostatnio byłam świadkiem szczytu dobrej zabawy polegającej na opowiadaniu sobie dowcipów o akwizytorach i zataczaniu się śmiechem do tego stopnia, że aż umożliwiła mi ona wyminięcie ich w kolejce do szatni – zwątpiłam. Że już nie wspomnę o naszym zacnym Szeryfie, który swą inteligencją, oczytaniem jak również szeroko pojętym oblataniem, a nade wszystko – miną – oświeca nasze umysły i daje mi nadzieję na lepsze jutro. Kurwa, bo najgorzej z tymi prawnikami.

Poza tym ja znów, kurwa, nie nadążam za moim życiem, bo ja to posiedzieć lubię, odpocząć, się poopierdalać, a ilekroć coś takiego ma miejsce, to mnie szlag trafia i muszę już i zaraz i natychmiast gnać przed siebie celem załatwienia czterech milionów spraw niezbędnych, spraw na wczoraj, obskoczenia czternastu spotkań towarzyskich i zaliczeniu czterech wizyt na zasadzie “a teraz chwilka tylko dla mnie”. I już potem nie wiem, czy ja za nudą tęsknię, czy za pośpiechem.

I w ogóle. Tak jakoś.

Jedna odpowiedź do “A ja przedwczoraj ściszałam telewizor!”

  1. fanka Powiedział/a:

    napisałabym “Tyś widziała bloga”, ale.. kurwa, jak zawsze musisz mnie zagiąć. Bo godna ta Twoja twórczość. A fragment o Dobrym Zębie nawet ujął mnie za serce, nie mówiąc już o Szeryfie – luksusowy kawałek, chciałoby się rzec. Nie wspominając już o tej naszej katowickiej rzeczywistości. Widać, ze bulwersujące jest to wszystko dla Ciebie. Wrócę tu!


Dodaj komentarz