Memuarsy

Z racji, że zbliżający się jubileusz własny mój zwany potocznie „kolejnym (bo AŻ drugim wszak) krzyżykiem” zbiegł się w czasie z nadmierną ilością czasu wolnego spowodowanego zakończeniem kampanii wrześniowej już na drugi dzień od jej rozpoczęcia wzięło mnie na wspominki. No i się wjebałam i zabrałam się za pamiętniki moje papierowe, które spisuję już całe sześć i pół roku. Uśmiałam się po pachy (lub jak norka) i postanowiłam się w sposób fragmentaryczny tym wspaniałym dorobkiem literackim niewątpliwie, podzielić, bo a nuż to kogoś rozbawi choć odrobinę i moje młodzieńcze rozterki i problemy egzystencjalne nie pójdą na marne.


4.11.2006 r.
Chomik jest chory.
Łysieje. W sobotę byłyśmy z mamą z nim u veta i kazał mi przyjść z nim dzisiaj. Poszłam, a vet musiał pobrać od niego naskórek, ale chomik się rzucał i gryzł, zatem vet od razu dał lekarstwa. Polał go jakmiś antypasożytniczym gównem celem go odgrzybienia tudzież odświeżbienia. I jakiś psikacz mi dał co się go stosuje na konie i lisy. Boję się, że chomik umrze, jak nie od lekarstw to od choroby, lub też od stresu.

Co jak co, ale współczująca zawsze byłam. Argumentem przeciw tej tezie jest fakt, że tego dnia opuściłam matematykę celem zawiezienia biednego zwierza. Argumentem ją potwierdzającym jest fakt, iż biednego zwierza wieźć zmuszona byłam na rowerze zatem aby się nie przeziębił stworzyć mu musiałam termo pomieszczenie. Kolejnym argumentem za jest fakt, iż wszyscy moi znajomi śmiali się z tego strasznie długo. Nie wiem czemu.

24.01.2007 r.
Bartosh przywlókł dzisiaj do szkoły Mariana. Ten człowiek nie jest normalny. :P Przez te krótkie chwile kiedy udało nam się pogadać, pieprzył albo o śnieżce w kształcie szatana, albo o zupie z krwi gęsi, albo o tym, że Bartek i jego rodzina to ludożercy.

Czyli cały Marian. :) Choć nic nie przebije jego wypowiedzi o bazylii.

22.03.2007 r.
Ahahahaha. :D
Jak ja uwielbiam zwalać na kogoś winę za moje rozdrażnienie spowodowane brakiem petów. :D

A to mi akurat zostało. :)

16.12.2007 r.
Hahaha i kolega, który mało pije i nie pali, czyli wybitnie na jedną imprezę, choć przyznam, że fajnie się z nim gadało, może dlatego, że nie gadał.

Krap, spotkałam go ostatnio.

9.01.2008 r.
W każdym razie śniło mi się zupełnie bez sensu, że pływaliśmy po Pszczynie kajakiem i nie wiem skąd było tu coś w stylu Wielkiej Krokwi, a z jakiegoś powodu mówiliśmy o nowym bolidzie Ferrari.

Boję się jak zostałoby to zinterpretowane przez osobę interpretacją snów się zajmującą.

8.03.2008 r.
Oglądamy z Tomkiem i Justką film o Schwarzenegerze, który jechał windą na koniu i ogólnie dość bum bum bum jest on. Cztery gwiazdki jak nic!

Ech, Tomaszek i jego Gwiazdki. :)

Notkę powyższą zaczęłam pisać kilka miesięcy temu i z braku laku nie skończyłam. Publikuję ją jednak w niezmienionym kształcie, gdyż znalazłam ją dzisiaj i aż mi się łezka w oku zakręciła. Na zakończenie chciałabym jeszcze przytoczyć tekst przewijający się z częstotliwością raz na dwie strony, czyli moje niezmienne:
Mam dupę jak kalfas.

Dobranoc. :)

Published in: on 10 Marzec 2010 at 10:35 pm  Komentarze (1)  

The URI to TrackBack this entry is: http://calmerthanyou.wordpress.com/2010/03/10/memuarsy/trackback/

Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu.

Jedna uwagaDodaj komentarz

  1. R.I.P. Chomik- spoczywaj w pokoju, spoczywaj w pokoju


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.