Kategoria “o mnie” na blogach maści wszelkiej mija się w pewnym sensie z celem. Cóż w miejscu tym pisać się winno? Co takiego chcę powiedzieć o sobie użytkownikowi, który przypadkiem zaplątał się w ten zakątek Internetów (i nie oszukujmy się – uciekł z niego w momencie, w którym zorientował się, iż to nie ta strona była przedmiotem jego poszukiwań). Czy mam pisać, że mam na imię Ola, lubię słuchać muzyki i mam psa? Czy mam napisać, że blog to całe moje życie, bo jestem bytem żałosnym i nie mam życia poza Internetami? Na dobrą sprawę mogę napisać tutaj wszystko, bo nie ma żadnego sposobu na sprawdzenie stanu faktycznego.
Na ogół piszę, że sobie mieszkam, żyję i kwitnę. Ustawicznie wyznaczam sobie jakieś dziwaczne cele, których żaden inny normalny człowiek nigdy by sobie nie wyznaczył, zabieram się za realizację 4 jednocześnie i żadnego nie kończę. Egzystuję w permanentnym spóźnieniu, zawsze powinnam być gdzieś pięć minut wcześniej. Planów generalnie nie mam, już bardziej marzenia. Na przykład przyszłość swoją widzę u boku sułtana Brunei, ewentualnie mogę odbyć jakąś szaloną podróż dookoła świata na grzbiecie mangusty imieniem Roderick, która wiernym mym wierzchowcem pozostaje. No, ale gdyby nie wyszło mam plan awaryjny w postaci wykorzystania tych krzywych paragrafów, które jeszcze przez lat kilka planuję przyswajać, ale wiadomo, że kokos nie taki jak z podróży.
Posiadam, jak każdy uzależnienia i już samo ich wskazanie pokaże jak logiczną osobą jestem na codzień. Nie licząc standardowych papierosów żyć nie mogę bez kawy, a potem spać w nocy bez syropku na sen. Nadto ustawicznie się odchudzam, ale nie wyobrażam sobie dnia bez Kitketa z masłem orzechowym. Na każdym kroku szkodzę samej sobie idiotycznymi dietami, nadużywaniem alkoholu, tylko po to, by uprawiać sport kilka razy w tygodniu. Mam wrażenie, że jestem chodzącym paradoksem
(o maj gódnes, ależ to teraz lansiarsko zabrzmiało, ha!). Nienawidzę pseudointelektualnego bełkotu i ludzi, którzy lubią wszystko co sami zwą “awangardą” i “oldskulem”. Nienawidzę podziału wszystkiego na “ambitne” i “do dupy”. Nienawidzę głupoty ludzkiej, Pałlo Koelio, Władcy Pierścieni i wątróbki. Uwielbiam kretyńskie komedie bez przesłania, jeszcze bardziej kretyńskie i odmóżdżające programy na em ti vi, wszelkie programy kulinarne i Goka Wana. Gotować też lubię. Nie mam żadnych krejzi imejzink zainteresowań, których posiadanie jest ostatnio niezbędne dla zapewnienia sobie odpowiednio wysokiego poziomu lansu. Salony zdobywam swoją ogromną wiedzą na temat życia osobistego wszelkich celebrity, śledzę wszak wszystkie najważniejsze portale plotkarskie. Jak byłam mała to brat wjechał wózkiem w latarnie i złamał mi obojczyk, ale podejrzewam, że doznałam również pewnych obrażeń powyżej.
Znudzona jestem światem, choć codziennie czymś mnie zaskakuje.